Czas uśmiercić tradycyjne reklamy, czyli rzecz o nowej nadziei dla marketingu

VR Premium
Reklamy są nudne. Reklamy wkurzają. Wszyscy mają reklam serdecznie dosyć. Czy to się kiedykolwiek zmieni? Przyszłość wygląda optymistycznie!

W radiu magiczne tabletki na trąd i infekcje intymne wątroby. W telewizji bloki reklamowe przerywane filmami. W internecie zamulające przeglądarkę pop-upy na całe strony. W domowej skrzynce pocztowej tony kolorowej makulatury, w elektronicznej - gigabajty spamu. Na zabytkowych kamienicach szpetne płachty z roznegliżowanymi paniami, promującymi wszystko, od kebaba po samochody. Świat został skolonizowany przez reklamy, a my, żyjący pod ich okupacją, staramy się bronić przed nimi na różne sposoby.

Nowa nadzieja
Przez to wszystko prowadzenie marketingu stało się naprawdę trudne. Część branży po prostu zaciska zęby i dalej masowo produkuje ograne do bólu slogany, grafiki i spoty. Pozostali wiedzą, że trzeba szukać nowych, interaktywnych i mniej inwazyjnych form dotarcia do konsumenta. Powstał ambient marketing, pojawiły się zabawne klipy, osiągające na YouTubie status wirala. Zabrakło jednak nowego, innowacyjnego medium. Ale do czasu.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że oto narodził się nam branżowy mesjasz. Środek przekazu tak interesujący, tak wciągający i tak atrakcyjny, że ludzie sami się garną, by móc choć przez chwilę z niego skorzystać. Mowa tu o wirtualnej rzeczywistości.

Nowe emocje
Wirtualna rzeczywistość ma taką magiczną właściwość, że odkrywa filmowy świat na nowo. My, twórcy treści VR, przeżywamy podróż w czasie, cofając się o ponad stulecie. Jesteśmy braćmi Lumiere, patrzącymi na przerażonych widzów na seansie "Wjazd pociągu na stację w La Ciotat".

To medium na nowo rozpala dawno zapomniane emocje, angażuje odbiorcę i monopolizuje jego uwagę.

Filmowanie sferyczne niesie świeżość, zmienia wszystkie treści, nawet najbardziej banalne, w ekscytującą przygodę. Weźmy na przykład wspomniany w ostatniej notce lot balonem. Sfilmowany klasyczną kamerą nie wydaje się ciekawy. Dopiero gdy możemy się swobodnie rozejrzeć dookoła, zamykając się na świat poza wyświetlaczem, doświadczamy pełnej immersji - jakbyśmy rzeczywiście znajdowali się na pokładzie szybującego balonu.

Tu jest ogromny potencjał advertaimentowy: konsument się dobrze bawi, a przy okazji chłonie przekaz, zapamiętuje markę i kojarzy ją z pozytywnymi emocjami. Mało tego, mamy do czynienia z inbound marketingiem - zainteresowanie tematem VR rośnie w niesamowitym tempie, ponieważ ludzie sami, przez nikogo nie nagabywani, CHCĄ na własnej skórze doświadczyć technologii jak z filmów SF. Każda marka ma doskonałą szansę na zawładnięcie emocjami publiczności.

Niewierni Tomasze
Nie brakuje oczywiście malkontentów, którzy wciąż, mimo twardych dowodów, widzą w VR "ciekawostkę dla geeków". Cóż, co innego mówią kolejki na festiwalach i targach, o czym innym świadczą setki milionów wyświetleń filmów 360 na YouTubie, inaczej uważa Mark Zuckerberg, który niedawno wysupłał, bagatela, dwa miliardy dolarów na wykup Oculusa, pioniera rynku VR.

Jeśli widzieliście ludzi oglądających treści na VR i sami doświadczyliście tej technologii, na pewno już wierzycie. Jeśli nie widzieliście, to uwierzcie na słowo i szybko przemyślcie, jak wykorzystać wirtualną rzeczywistość w swoich planach marketingowych. Błogosławieństwo klientów i manna z nieba (pieniężna) gwarantowane.
Trwa ładowanie komentarzy...